Kontakt:

sobota, 09 sierpnia 2008

...ale nie na placu Wilsona

Gazeta Stołeczna ujawniła, że Ratusz pracuje nad projektem przepisów, które mają preferować innych niż banki i instytucje finansowe najemnców miejskich lokali użytkowych. Czynsz w lokalach należących do miasta ma być niższy dla restauracji, kawiarni czy księgarni, wyższy zaś dla banków. Ma to uchronić np. Krakowskie Przedmieście przed zmianą w centrum bankowo-finansowe. Niestety, nowe regulacje nie pomogą placowi Wilsona - w budynkach wokół placu miasto nie posiada ani jednego lokalu, a prywatnym właścicielom może narzucić takie rozwiązania jedynie poprzez plan zagospodarowania przestrzennego - a to nie jest już takie proste...

Link do artykułu:
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34884,5551019,Miasto_walczy_z_bankami.html
czwartek, 07 sierpnia 2008

Dziennik z 22 lipca 2008

Sylwia Czubkowska

Banki wypierają sklepy i puby z centrów miast

Bankowa ekspansja na rynku nieruchomości spowodowała gwałtowny wzrost cen wynajmu lokali. Efekt: kulturalne centra miast kurczą się coraz bardziej.
Ekspansja banków, które tylko w tym roku zamierzają w całym kraju otworzyć blisko dwa tysiące oddziałów, wywindowała ceny wynajmu nieruchomości w najbardziej kultowych centrach wielkich miast.
Efekt: z centrów Warszawy, Katowic czy Częstochowy uciekają właściciele sklepów i restauracji, których nie stać na opłacenie czynszów.

Na Grójeckiej, głównej ulicy warszawskiej Ochoty, tylko w tym roku pojawiło się sześć nowych oddziałów bankowych. Za to zniknęły dwa sklepy spożywcze, pizzeria, księgarnia i dwa butiki. W Krakowie na ulicy Karmelickiej nowe banki za metr lokalu są skłonne zapłacić 200, a nawet 300 zł za metr. Cena rynkowa wynosi około 80 zł. W Częstochowie upatrzyły sobie aleję Najświętszej Marii Panny. - Płacą kilka razy więcej, niż wynoszą stawki. Przez to wielu mniejszych sprzedawców musi zamknąć interes - mówi "Dziennikowi" Monika Kmiecik z agencji Nova Nieruchomości.

W Kielcach banki skolonizowały ulicę Sienkiewicza. Od ponad roku we wszystkich największych miastach banki urządziły prawdziwe polowanie na lokale z ładnymi, szerokimi witrynami. Iwona Brodzka specjalizuje się w wyszukiwaniu lokali w firmie Warszawskie Nieruchomości. - Banki wynajmują coraz więcej lokali, często wyrzucając z nich mniejsze firmy- mówi. - Interesują je nie tylko centra handlowe, ale ogólnie miejsca, w których jest masa ludzi. Zaczęły już powstawać takie małe dzielnice bankowe, gdzie obok siebie działa nawet 8-10 oddziałów - dodaje.

Rynek rośnie.

Komórki do szukania lokali mają też same instytucje finansowe. - Działa u nas specjalny zespół do spraw rozwoju sieci, którego jednym z zadań jest znajdowanie odpowiednich nieruchomości - mówi "Dziennikowi" Krzysztof Małecki z Getin Banku. Jego firma do końca 2009 r. zamierzają otworzyć 250 nowych oddziałów. Oblicza się, że jeszcze pod koniec 2005 r. w Polsce było niecałe 13 tys. bankowych oddziałów, w tym roku ma ich być blisko 18,5 tys. Pod względem liczby oddziałów banków na milion mieszkańców (blisko 400) Polska wyprzedza Wielką Brytanię (270), Finlandię (320) czy Danię (ok. 380). Nadal jednak odbiega od wielu europejskich państw, np. od Hiszpanii, gdzie liczba ta sięga blisko tysiąca. - Rynek nie jest nasycony - twierdzi Ostrowski. To czarna prognoza dla tych, którzy przy warszawskim pl. Wilsona lub na katowickiej alei 3 Maja chcieliby sprzedawać piwo.

środa, 06 sierpnia 2008

W zakładkach pojawił się link do wszystkich artykułów Stołecznej o placu Wilsona:

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/0,69567,5471582.html

Są tam artykuły które ukazały się w papierowym wydaniu Stołecznej, a także listy do redakcji, z których część dostępna jest tylko w internecie.

Nasz list otwarty podpisało już ponad 1200 osób - dziękujemy!

Gazeta Stołeczna z 23 listopada 2007

Wojciech Karpieszuk

Na spacer i obiad do banku na placu Wilsona

Zamiast sklepów i restauracji plac Wilsona opanowują kolejne banki. Jest ich tu już siedem. Drzwi w drzwi. A wkrótce przybędą jeszcze dwa. - To jakaś paranoja! - protestują żoliborzanie


- Z chęcią powitałabym tu jakiś bar albo niedrogą restaurację. W pobliżu naprawdę nic nie ma, a o ile mi wiadomo, w bankach obiadów jeszcze nie serwują - żali się Monika Idycka, która na pl. Wilsona codziennie przesiada się do metra. A razem z nią tysiące warszawiaków dojeżdżających z innych części Żoliborza, a także Bielan, Tarchomina czy Bródna.

Plac Wilsona zmienia się jednak nie tak, jakby chcieli. Po przedwojennym sklepie Małgosia została tylko pamiątkowa tablica i wspomnienia starszych mieszkańców. - To był sklep! Miła obsługa i jaka tradycja. Zawsze mieli świeże pieczywo, a i pogadać było z kim - opowiada pani Marta Hoffman z ul. Felińskiego. - A teraz to mogę tam sobie pójść co najwyżej po pożyczkę - dodaje. Legendarny spożywczak zniknął w 2004 r., bo na jego miejscu pojawiło się centrum pożyczkowe Aigo. Sterylne meble i jasne światła. Podobny los spotkał kawiarnię Różanka.

- A dla mnie mogliby zamknąć także delikatesy Mini Europa i otworzyć tam kolejny bank. Byłby przynajmniej spokój i pijaków mniej - mówi pan Tadeusz, który mieszka bezpośrednio przy placu.

Finansiści polubili to miejsce, bo jest punktem przesiadkowym dla wielu warszawiaków. - A prezesi spółdzielni wolą wynajmować lokale bankom niż pod sklepy czy knajpy. Płacą terminowo, a są zamykane wcześnie. Nie ma obaw, że głośna muzyka będzie dudnić wieczorami. Tylko szkoda, że zabrakło w tym umiaru. Żal tych niepowtarzalnych, klimatycznych miejsc, które na zawsze znikają z mapy Żoliborza - uważa rzecznik dzielnicy Andrzej Kawka. W jej centralnej części naliczył już 30 placówek, różnych ajencji, filii i oddziałów bankowych. - I cały czas powstają nowe - opowiada.

Po zamkniętym sklepie z dżinsami przy pl. Wilsona (wcześniej był tu Bekon z wędlinami) właśnie trwa remont pod placówkę Polbanku. Po punkcie z materiałami papierniczymi po drugiej stronie kina Wisła wkrótce wprowadzi się Deutsche Bank. Przy następnej stacji metra (Marymont) w nowym narożnym budynku na dziewięć lokali użytkowych aż siedem zajęły banki. W piątek w żadnym z nich nie było tłumów. - Nasze oddziały otwieramy tak, by klienci mieli jak najłatwiejszy dostęp - twierdzi dyrektor marketingowy Polbanku Paweł Maliszewski. Nie zgadza się z tym, że banków na pl. Wilsona jest już za dużo. - To nie jest przeszkodą dla mieszkańców tej okolicy. Wręcz przeciwnie, ułatwia im szybkie załatwienie wielu ważnych spraw - przekonuje.

W podobnym tonie wypowiada się Sabina Salamon z Deutsche Banku. Odmawia jednak odpowiedzi na pytanie, czy sama chciałaby mieszkać w okolicy, gdzie dookoła są same banki.

Prof. Andrzej Kiciński, architekt, który mieszka na Żoliborzu, mówi, że pl. Wilsona przypomina mu dziś paryskie Champs Elysées sprzed kilkunastu lat: banki, salony samochodowe i zakłady optyczne. - Bo tylko takie firmy stać było na wygórowane czynsze. Smutne, ale klimat naszego miasta powoli przestaje istnieć - uważa.

 

Link:

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,69567,4702611.html

Gazeta Stołeczna z 24 lipca 2008

Wojciech Karpieszuk

Z miłości do placu Wilsona!

"Plac Wilsona to serce Żoliborza, wraz z biegnącymi do niego ulicami pomyślany był przez przedwojennych planistów jako miejsce spotkań mieszkańców dzielnicy. Od kilku lat z zaniepokojeniem obserwujemy, jak banki i inne instytucje finansowe przejmują lokale użytkowe, co prowadzi do powolnego obumierania placu jako centrum życia społecznego. Degradacja przestrzeni wspólnej placu to degradacja całej dzielnicy!"- piszą w petycji mieszkańcy, którzy nazywają siebie "żoliborskimi internautami". Internauci - bo poznali się kilka lat temu w internecie, na żoliborskim forum Gazeta.pl. Połączyła ich miłość do dzielnicy.

Mają za sobą wiele akcji. Razem organizowali m.in. pokazy unikatowych zdjęć starego Żoliborza, na które ściągały prawdziwe tłumy. Tym razem chcą ratować pl. Wilsona. Zwrócili się z apelem o opamiętanie do spółdzielni mieszkaniowych i wspólnot, które zarządzają tam lokalami.

- To ja puściłam w świat informację o tym, że Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa "Żoliborz Centralny" chce podnieść czynsze na pl. Wilsona - przyznaje bez ogródek Katarzyna Świątkiewicz, członkini nieformalnej grupy. - Zrobiłam to, bo przeraża mnie apokaliptyczna wizja tego miejsca jako przystanku przesiadkowego, gdzie można załatwić kredyt, ale już nie zje się ciastek ani nie wypije dobrej kawy - opowiada.

Wizję opisaliśmy niedawno w "Gazecie Stołecznej". Planowane przez spółdzielnię podwyżki czynszu mają sięgnąć nawet 400 proc. To wykosi z żoliborskiego placu ostatnie kawiarnie i sklepy. Cukiernicy i sklepikarze skarżą się, że nie stać ich na płacenie czynszów sztucznie wywindowanych przez banki. Wypowiedzenie umowy najmu dostała już właścicielka cukierni Lucyna Zapart. Z kolei przedstawiciele legendarnej kawiarni Blikle zapowiedzieli, że jeżeli nie uda się ustalić racjonalnych stawek, to opuszczą plac.

Pani Katarzyna skrzyknęła znajomych z internetu, rozesłała maile, gdzie tylko mogła, i wieść o planach spółdzielni rozniosła się lotem błyskawicy po Żoliborzu. - Trzeba coś zrobić, póki nie jest za późno- mówi miłośniczka dzielnicy. - Władze Żoliborza i radni nie mogą tłumaczyć, że spółdzielnia to samodzielny podmiot i nic nie mogą zrobić. Trzeba rozmawiać. Z drugiej strony, mieszkańcy muszą patrzeć na ręce prezesom spółdzielni. Na walne zgromadzenia przychodzi po kilka osób i później okazuje się, że wszyscy chcą tych banków, a tak przecież nie jest.

"Żoliborscy internauci" początkowo chcieli zbierać podpisy w zagrożonych kawiarniach i delikatesach Lukullus. Ale odpuścili na rzecz internetu. Chcą uniknąć oskarżeń o związki z przedsiębiorcami, bo podkreślają, że nie bronią prywatnych interesów, ale charakteru placu. - Myśleliśmy, żeby wykupić billboard w pobliżu, ale nie znaleźliśmy żadnego. Za to szukamy kogoś, kto nam udostępni balkon przy pl. Wilsona. Powiesimy na nim plandekę z postulatem ratowania placu, bo nie ukrywam, że chcemy narobić trochę szumu - mówi Katarzyna Świątkiewicz. Dodaje, że dostaje wiele maili od nieznajomych, którzy pytają, jak mogą pomóc. Internauci na weekend planują rozstawienie specjalnego stanowiska w parku Żeromskiego, gdzie też będą zbierać podpisy.

Na razie wirtualny apel jest dostępny na stronie www.petycje.pl/3325. Przez 24 godziny podpisało go ponad sto osób; z Żoliborza, Ursynowa, Śródmieścia, ale i z Kazimierza Dolnego. Cały czas pojawiają się nowe podpisy. Ludzie zostawiają też komentarze. "Nie chcę, aby cała Warszawa była betonowo-szklaną pustynią. Chcę w moim mieście móc przysiąść w knajpce i zjeść śniadanie z przyjaciółmi" - napisała Agnieszka. "Kocham pl. Wilsona. To mój dom!" - czytamy w innym komentarzu. A organizatorzy spontanicznej akcji zapowiadają, że w sierpniu podpisy powędrują do prezesów spółdzielni i wspólnot, które mają lokale przy pl. Wilsona.

Gazeta Stołeczna z 16 lipca 2008 
Wojciech Karpieszuk

Banki niszczą kawiarnie na pl. Wilsona

Żoliborski plac umiera. Banki wywindowały czynsze do niebotycznych granic. Ostatnie kawiarnie i sklepy dostają nawet 400-proc. podwyżkę czynszów. U Bliklego mówią: - Tak drogo jest w Oslo

- To dla nas ekonomiczna śmierć. Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa "Żoliborz Centralny" podniosła mi czynsz ze 125 zł na 250 zł za m kw., bo tyle podobno płacą banki. Mnie na tyle nie stać. Mam się wynieść do września - żali się Ludwika Zapart, właścicielka jednej z dwóch ostatnich kawiarni przy pl. Wilsona.
I dodaje z żalem: - Przecież jestem tu od 17 lat. Wyremontowałam ten lokal.

Drożyzna jak w Oslo

W listopadzie pisaliśmy o pladze banków w centralnym punkcie Żoliborza. Przy samym pl. Wilsona naliczyliśmy ich siedem. Dziś już jest dziewięć, a w okolicy - 30. Na parterze narożnego budynku przy stacji metra Marymont na dziewięć lokali użytkowych aż siedem to banki. Cały czas powstają nowe.
- To jakieś szaleństwo. Nam spółdzielnia chce podnieść czynsz o 236 proc., obliczyliśmy, że stać nas na 24 proc. podwyżki - mówi Maciej Kwiatkowski, prezes zarządu legendarnej sieci kawiarni A. Blikle. - Nie wytrzymamy. Jeszcze trwają negocjacje. Mam nadzieję, że uda się nam ustalić racjonalną stawkę, bo w przeciwnym wypadku opuścimy pl. Wilsona - zapowiada.

Blikle, mniej niż przy pl. Wilsona, płaci za lokal przy Nowym Świecie. Ostatnio firma dostała propozycję, by otworzyć kawiarnię przy najdroższej ulicy w Oslo, stolicy Norwegii, jednego z najdroższych krajów świata. Prezes Kwiatkowski obliczył, że czynsz tam byłby taki sam jak przy pl. Wilsona.
W podobnym tonie wypowiada się Albert Judycki, współwłaściciel delikatesów Lukullus, które też działają przy pl. Wilsona. - Rozumiem, że spółdzielnia chce renegocjować czynsze, ale skala podwyżek jest trudna do przełknięcia. Nam chcą podnieść czynsz o prawie 400 proc. Musielibyśmy gigantycznie podnieść ceny, by się utrzymać.

Cukiernicy i sklepikarze podkreślają, że nie są w stanie przebić oferty banków i płacić tyle co one. Prezes WSM Żoliborz Centralny Robert Poszwiński przekonuje, że to nie on ustalał czynsze, bo w spółdzielni jest dopiero od maja. - Zgadzam się, że dla niektórych mogą być one za wysokie, ale są firmy, których takie stawki nie przerażają - twierdzi. Prezes uważa także, że taka kawiarnia jak Blikle powinna być wpisana w pl. Wilsona. - Jednak od pięciu lat nie negocjowaliśmy czynszu. Jestem prezesem spółdzielni mieszkaniowej, mam dbać o jej interes, a nie o interesy firmy państwa Blikle czy Zapart - dodaje.

Front obrony małej czarnej

W obronie kawiarni i sklepów stanęli mieszkańcy Żoliborza. Będą zbierać podpisy przeciwko ich likwidacji. Po dzielnicy lotem błyskawicy rozniosło się, co się szykuje przy pl. Wilsona. Na żoliborskim forum internetowym na Gazeta.pl zawrzało. "Banki są świetnymi najemcami. Zamykają podwoje o godz. 19 i jest cisza i spokój. Tylko nam, mieszkańcom dzielnicy, odbierają możliwość napicia się kawy czy zrobienia zakupów" - pisze laminja. I prorokuje: "Wkrótce na pl. Wilsona będzie tak: banki, empik i Mini Europa, która z braku konkurencji będzie jeszcze droższa. Na kawę zaczniemy jeździć do centrum albo do Arkadii, bo do Żywiciela wszyscy się nie zmieszczą. Po godz. 18 pl. Wilsona stanie się tylko stacją przesiadkową, bo kino Wisła też prędzej czy później pewnie padnie".
- Ta spółdzielnia to tradycja przedwojennego budownictwa społecznego. Przed wojną istniały tu pralnie, łaźnie, kluby zainteresowań. To smutne, że teraz jej władze odchodzą od idei spółdzielczości. Pl. Wilsona to wspólna przestrzeń i musi być otwarty na potrzeby mieszkańców - uważa Danuta Kuroń, która mieszka na Żoliborzu.
Za kawiarniami ujęła się też aktorka Alina Janowska: - Trzeba ich bronić, muszą zostać przy placu. Czy mamy jeździć na ciastka do Śródmieścia?
- Na naszych oczach pl. Wilsona przeistacza się w plac bankowy - mówi żoliborski radny i członek Stowarzyszenia Żoliborzan Stanisław Brukalski. - Będę namawiał burmistrza i kolegów, abyśmy wspólnie przeciwko temu wystąpili. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba czekać, aż mordercza konkurencja wykończy w końcu banki.
1 ... 26 , 27 , 28